Kiedy partner (wspólnik) wystawia cię do wiatru….

Kiedy partner (wspólnik) wystawia cię do wiatru….

Sporo osób zaglądających na mojego bloga, szuka odpowiedzi na pytanie, czemu ich życiowi partnerzy zdradzają.

Pytanie: jak rozpoznać, że mnie zdradza mój partner, to powód około 40% wejść na moją stronę – nie mam podstaw by nie wierzyć Googlowi. Różnice pomiędzy zdradą partnera życiowego a partnera biznesowego, są niewielkie. Ale w większości przypadków będąc w związku zdajemy sobie sprawę, że nasz mąż, żona, dziewczyna czy chłopak mogą nas zdradzić. Czasami często czujemy, że coś jest nie tak. Ale to, co mnie zaskakuje, chociaż często rządzą tu te same reguły – prowadząc biznes bardzo często jesteśmy zaskoczeni tym, że nasz partner biznesowy, udziałowiec, współwłaściciel, cichy czy jawny wspólnik wystawia nas do wiatru i doprowadza czasami do ruiny albo przejmuje firmę lub wpędza nas w kłopoty. Ostatnio zwiększa się liczba osób, które z tym problemem trafiają do mnie, dlatego napiszę po czym poznać, że prowadząc biznes, nasz wspólnik, współwłaściciel robi nas w konia.

 

Czy mój wspólnik w ogóle może mnie oszukiwać?

 

Oczywiście, że może. Tak jak pokazują badania, około 25% pań i około 30% panów zdradza swoich współmałżonków. Dlaczego więc nasi wspólnicy i biznesowi partnerzy nie mają nas oszukiwać? Albo być wobec wspólników nielojalnymi? Oczywiście, że około 1/3 naszych partnerów nas oszukuje a wielu szykuje się na okazję, by nas z biznesu wyrzucić, przejąć i wycyckać. Dlaczego tak się dzieje? Zwykle tak się dzieje, kiedy pieniądze w firmie są, albo kiedy zaczyna ich coraz szybciej przybywać i nagle człowiek odkrywa, że może mieć ich jeszcze więcej, kiedy wysiuda z interesu swojego wspólnika lub udziałowca. Bo po co miałby się z kimś dzielić, jeśli może mieć wszystko? Bywa również tak, że my widzimy w naszym wspólniku przyjaciela, kolegę lub dobrą koleżankę, a oni w nas widzą tylko kolegę, znajomego, z którym może wiąże ich długoletnia znajomość, ale potrafią sentymenty odstawić na bok i pomyśleć wyłącznie o sobie. Przyjmuje się fachowo, że jeśli jednocześnie  wystąpi okazja, motyw i człowiek potrafi to sobie jeszcze fajnie uzasadnić, to jest niemal pewne, że przy najbliższej okazji „wbiją nam nóż w plecy” czyli zrobią coś, co narazi nas straty. Czasami te motywy czy sposoby racjonalizowania sprawiają, że jesteśmy pozbawiani udziałów lub nasi wspólnicy wychodzą z firmy z pieniędzmi i klientami, zostawiając w przysłowiowej firmie-wydmuszce – mogą dla nas być zupełnie irracjonalne, absurdalne i totalnie głupie. Nie szkodzi – ważne, że dla waszych już byłych partnerów są one umotywowane, racjonalne i oczekiwane.

 

Jak oni to robią?

 

Wbrew pozorom dosyć prosto. Na pewno się nie chwalą, że mają zamiar nas oszukać. Tak jak zdradzający nas życiowy partner, tak partner biznesowy, wszystko robi w tajemnicy, kryjąc się ze swoim procederem i ukrywając wszystko przed nami. A kiedy zaczynamy nawet dostrzegać jakieś dziwne rzeczy, to robią wszystko by utrzymać nas w błogiej nieświadomości.

Dlatego w pierwszej kolejności, bardzo powoli odcinają nas od informacji i od pieniędzy. Robią to delikatnie, niezauważalnie, a wprowadzając nas w pewne zaułki patrzą, czy jesteśmy czujni i czy się kontrolujemy. Jeśli widzą, że ufamy im całkowicie, zaczynają swój taniec. Założenie konta firmowego, robicie jeszcze razem, ale potem z czasem, kiedy widzą, że nie zaglądacie na konto wszystko, co podkładają nam do podpisania, podpisujemy („Sprawdź proszę jeszcze wszystko – mówi twój wspólnik. No co ty, przecież mnie nie robisz w konia, prawda? – odpowiadamy podpisując zamaszyście podkładaną fakturę czy zlecenie), a z czasem mając firmową kartę, życzliwą księgową, zapominamy nawet pinów do konta, bo po co? O wszystko zapytamy księgową, partnera i oni nam szybko odpowiedzą, ile mamy na koncie i ile zarobiliśmy. („Po co mam to sprawdzać, przecież wszystko wie mój wspólnik”). Tak tracimy powoli kontakt z firmową kasą. To samo dzieje się z Klientami. Nawet nie wiemy, ilu ich mamy. Nie wiemy albo wydaje się nam, że wiemy, ale nie wiemy, że brak nam wiedzy o wydatkach, kosztach. Ale jak nas coś niepokoi, to idziemy do dyrektora finansowego (to człowiek naszego wspólnika) lub księgowej (Biuro księgowe wspólnik znalazł okazjonalne, fachowe i tanie jak barszcz a ty to zaakceptowałeś). Widzisz, ufasz wspólnikowi, udziałowcom, zakładasz, że oni cię nie oszukają a tu nagle – zonk! – nie masz dostępu do konta, na pytanie o audyt finansów, napotykasz na ścianę i słyszysz jeszcze: „Czy przestałeś mi ufać? Masz jakieś podejrzenia? Ja cię może oszukuję? To ja za ciebie wszystko robię, a Ty mnie podejrzewasz?…” – jeśli w tym momencie ścisnęło cię w gardle, nagle czujesz, że może to wszystko spaść ci na głowę i sobie nie poradzisz i w sumie czepiasz się swojego zaufanego partnera, udziałowca i zaczynasz się czuć jak przysłowiowa „świnia” – wpadłeś. Zaczynasz przepraszać, zaczynasz mówić, że po prostu coś cię niepokoiło, ale jak on/ona ci to wyjaśnią, to „sprawy nie ma”.

 

Zwykle jest tak, że jak zaczynasz mieć wątpliwości, to znaczy, że już cię oszukali.

 

Tak, manipulacja. Tak działa. Oszukujący Cię wspólnik wie, że oszukuje, ale chce jak najdłużej trzymać cię w nieświadomości. Jak komar, który najpierw znieczula ofiarę a potem wbija swoją zsawkę i pije twoją krew, im dłużej ofiara nie ma świadomości, że jest robiona w konia, tym więcej ten, co ją wykorzystuje może wyciągnąć. Jeśli więc coś „zaczyna cię swędzić” czujesz niepokój, widzisz dziwne rzeczy, dochodzą do Ciebie słuchy o nieopłaconych podwykonawcach, masz telefony z banku albo dostajesz dziwne pisma, albo ktoś ze znajomych zadaje Ci pytanie: „Słuchaj, a czy twoim klientem jest firma X?” a ty o tym nic nie wiesz, to powinieneś sprawdzić, czy nie jesteś właśnie oszukiwany.

 

Ufaj, ale zawsze kontroluj.

 

Nie jest niczym zdrożnym, że wspólnicy się kontrolują. Kontrola jest zawsze fundamentem zaufania. Nie trzeba mieć złej woli. Czasami kontrolujemy się wzajemnie, bo możemy popełnić błąd. Albo mogą nas oszukiwać pracownicy, kontrahenci, albo możemy po prostu się mylić. Jeśli więc na kontrolę, nasz wspólnik i partner się obrażają, zaczynają stroić fochy, właśnie załopotała pierwsza ostrzegawcza flaga. Ale najlepiej działaj ostrożnie. Bądź cwańszy niż partner. Jeśli masz podejrzenia, jeśli widzisz, że wszystko co jest w firmie, od księgowej po sprzątaczkę, to wszystko masz w firmie dzięki swoim partnerom, popełniłeś błąd. Oddałeś stery firmy w ręce swoich wspólników. Nie kontrolowałeś niczego, więc straciłeś możliwość wpływania na firmę. Musisz więc to odzyskać. Masz dwie możliwości – szukasz kogoś takiego jak ja, albo ostrożnie działasz sam. Kolejny ruch – zaloguj się na swoje konta firmowe. Możesz to zrobić? Ufff – to jeszcze nie jest tak źle. Więc sprawdź historię rachunków. Zobacz kto i na co wydaje pieniądze. Jest masa transakcji, jaka może budzić twoje wątpliwości. Np. wypłaty na spółki, o jakich nie masz zielonego pojęcia. Dlatego przyda Ci się ktoś taki jak ja. Ja sobie siądę z Tobą nad wyciągami, albo zrobią to moi sprawdzeni analitycy księgowo-podatkowi i zrobią ci szybki audyt, w którym odkryjesz, ile i gdzie wypłynęło z twojej firmy pieniędzy. Potem warto sprawdzić, jakie masz przychody w ogóle – ile wypłacono pieniędzy Tobie, księgowej, różnym osobom w firmie i czy Ty dawałeś na to przyzwolenie. Jeśli nic o tym nie wiesz, co odkryłeś, załopocze druga czerwona flaga.

 

Podsumujmy:

 

  • Odkryłeś, że większość rzeczy w firmie dzieje się bez twojej zgody albo na bazie zgody ogólnej, jaką kiedyś udzieliłeś swoim wspólnikom;
  • Nie jesteś o wszystkim co się dzieje w firmie informowany;
  • Nie masz dostępu albo masz, ale ograniczony do konta bankowego;
  • Wydatkowano spore kwoty pieniędzy na różne nieznane Ci spółki, osoby albo znane, ale nie wiadomo za co wypłacono spore kwoty;
  • Masz kartę firmową, ale jak chcesz wydać większe pieniądze, pojawia się czujny wspólnik i zaczyna robić problemy;
  • Nie masz pełnej wiedzy, co się dzieje z dochodami Klientów
  • Nie masz pełnej wiedzy o tym, co się dzieje w firmie;
  • Odkrywasz, że pieniądze giną a pojawiają się długi w US/ZUS;
  • Docierają do ciebie niepokojące informacje, na jakie nie potrafisz udzielić informacji;
  • Odkrywasz, że tak naprawdę w firmie rządzi Twój wspólnik, udziałowiec a ty nie masz wiele do powiedzenia albo co najwyżej możesz tylko tyrać nad nowymi Klientami;

 

jeśli w znaczącej ilości wyżej wymienionych punktów łopoczą ostrzegawcze flagi, to właśnie odkryłeś, że jesteś oszukiwany. Jeśli jeszcze wspólnik, partnerzy nie postawili ci ultimatum, jeszcze nic się nie dzieje, masz czas by zadziałać. Ale nie zrobisz tego sam. Detektywi też Ci nie pomogą. Zdecydowana większość rad detektywów będzie zupełnie nietrafiona. Jeśli nie działałeś prewencyjnie jak wielu moich Klientów i nie wynająłeś mnie, bym czuwał nad tym, co dzieje się w firmie, kiedy Ciebie w niej nie ma, albo jesteś zajęty czymś innym, ważnym dla Ciebie to zrób to teraz. Co dwie głowy to nie jedna.  Oczywiście, każda sytuacja wymaga szybkiego rozpoznania i dostosowania metod do specyfiki twojej sytuacji. Mimo, iż takie rzeczy się zdarzają, to jednak nie ma dwóch identycznych sytuacji kryzysowych. Najpierw trzeba zebrać dowody, zabezpieczyć ślady, przygotować argumenty i dobrze opracować strategię. Czasami w tym momencie, ja zadzwonię do współpracujących ze mną, naprawdę sprawdzonych i już przeszkolonych detektywów, którzy ustalą, gdzie ukryto majątek, czy nie wyprowadzono Ci klientów do potworzonych na słupy firm, albo sprawdzą, na kogo jeszcze możesz liczyć. Ale najpierw musisz powoli odzyskać kontrolę nad sytuacją. Nie czekaj. Wielu moich „pacjentów” przychodzi, gdy już jest za późno. Mogę tylko spojrzeć, pokiwać głową, „zaszyć” i nawet nie brać pieniędzy, bo … bo moi Klienci mogą już ich po prostu nie mieć. Ale jeśli jest szansa, jeśli „pacjent jeszcze rokuje” to nie czekaj, nie marnuj kolejnych nieprzespanych nocy, na myślenie nad tym, czy nie przesadzasz i czy możesz nie ufać komuś, dzięki komu masz z czego żyć. Odzyskaj kontrolę. Póki jest szansa. Bo z tym jest jak z chorobą – jeśli zlekceważysz objawy, pierwsze symptomy, to leczenie potrafi być dłuższe i słabiej pacjent rokuje na pełne wyzdrowienie. Ale jeśli zadziałasz zawczasu, możesz nawet uniknąć bolesnego leczenia.

Nie czekaj więc.

Zapraszam.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *