Kłopoty twoich podwładnych – Twoimi kłopotami?

Kłopoty twoich podwładnych – Twoimi kłopotami?

Mam nadzieję, ze jesteś właścicielem swojej firmy, może udziałowcem, może jej prezesem, członkiem zarządu. A jeśli nie, liczę, że ktoś z Twojej firmy trafił na ten tekst, miał wyobraźnię i wysłał Ci z dopiskiem: „PRZECZYTAJ! PILNE!” Możliwe, że nie przywiązujesz uwagi do tego, co piszą w gazetach, jesteś tak jak ja zbyt zajęty, by śledzić wszystko co się w świecie dzieje, ale od tego masz pracowników. Możliwe, że już wiesz to, o czym napisano wczoraj.

„W dniu 8 stycz­nia 2019 r. na po­sie­dze­niu Ko­mi­te­tu Ra­dy Mi­ni­strów przy­ję­ty zo­stał pro­jekt usta­wy o od­po­wie­dzial­no­ści podmio­tów zbio­ro­wych. Jest to mi­lo­wy krok w kie­run­ku uchwa­le­nia usta­wy wpro­wa­dza­ją­cej no­we za­sa­dy od­po­wie­dzial­no­ści podmio­tów zbio­ro­wych. W związ­ku z po­wyż­szym na­le­ży spo­dzie­wać się zna­czą­ce­go przy­spie­sze­nia tem­pa dal­szych prac le­gi­sla­cyj­nych. Zgod­nie z za­ło­że­nia­mi Rzą­du pro­jekt zo­sta­nie uchwa­lo­ny jesz­cze w I kwar­ta­le 2019 r. i za­cznie obo­wią­zy­wać po 6 mie­sięcz­nym va­ca­tio le­gis. Ozna­cza to, że naj­praw­do­po­dob­niej no­we prze­pi­sy bę­dą obo­wią­zy­wa­ły już od po­ło­wy 2019 r. W związ­ku z po­wyż­szym war­to po­waż­nie za­sta­no­wić się nad jak naj­szyb­szym wpro­wa­dze­niem od­po­wied­nich pro­ce­dur we­wnętrz­nych, w tym przede wszyst­kim z za­kre­su com­plian­ce, tak aby unik­nąć nie­po­trzeb­ne­go ry­zy­ka. ”


Tego rodzaju wpisy pojawiły się masowo na portalach i w mediach społecznościowych, ja w wolnej chwili zaglądam na Linkedin i nawet już nie reaguję na tego typu teksty. Ja wiem, że nadchodzi czas, kiedy ta ustawa wejdzie w życie i sam jestem na nią przygotowany bardzo dobrze. Ale w mediach ten komunikat jest szeroko rozpowszechniany przez kancelarie prawnicze, doradców podatkowych oraz przedstawicieli firm audytorskich w tym największych z Wielkiej Czwórki. Niektóre komentarze są prawie jak pienie z zachwytu. Bo w sumie można się cieszyć, że ktoś będzie ścigał oszukańcze firmy, korporacje idące po trupach, popełniających do tej pory bezkarnie przestępstwa. Inni zaraz poinformowali o milionie zagrożeń i od razu bez zająknięcia zaoferowali firmom szkolenia, uczestnictwo w konferencjach oraz zaoferowali swoją pomoc i wsparcie w tworzeniu odpowiednich recept pomagających firmom przygotować się na nadciągający ustawowy huragan. Dla wielu uchwalenie tej ustawy spowodowało, że już wysłano stażystów, by kupili szampanu, bo to po prostu kolejna okazja na biznes. Pamiętasz obłęd z RODO? Nie wiedziałeś co zrobić, kogo wynająć, zasypano Cię ofertami mniej lub bardziej znanych kancelarii oferujących szkolenia i wdrożenia z RODO. Dla wielu RODO to była żyła złota, którą niektórzy wykorzystują do dzisiaj oferując audyty post-RODO. Pewnie trafili Ci się i tacy, którzy już dobrze zarabiają na pracach przy wprowadzaniu ustawy o NIS (krajowa ustawa o cyberbezpieczeństwie). Zapewniam Cię, że cała masa korporacji doradczych jest zawiedziona, że do dzisiaj nie uchwalono ustawy o jawności życia publicznego – o tu było ogromne pole do zarobienia na strachu w firmach. Do dzisiaj spotykam niektórych, którzy prywatnie utyskują i mają pretensje do obecnego rządu, że pomimo deklaracji, iż ta ostatnia ustawa miała zostać uchwalona w kwietniu 2018 do dzisiaj jest o niej cicho. Teraz po lawinie ofert RODO, zasypią Cię ofertami związanymi z „ustawą o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych”. Szkoda, że nie wymyślono jeszcze skrótu np. UOPZ. Najpierw słowo o mnie. Ja też zarabiam na tym, że robię to co lubię. Bo lubię pomagać ludziom i firmom w kłopotach. Lubię i nie ukrywam tego, że zarabiam na sytuacjach generujących ryzyka dla biznesu. To co mnie odróżnia od innych to fakt, że kiedy jeszcze nie zastanawiano się nad ustawą odpowiedzialności podmiotów zbiorowych” zatrudniano mnie do tego, by podmioty zbiorowe nie miały kłopotów z ludźmi, firmami, które wykorzystując okazję, pozycję, stanowisko, zaufanie właścicieli firm, akcjonariuszy, zarządów, rad nadzorczych, swoich szefów, racjonalizując swoje własne postępowanie, gdy pojawiała się okazja do zarobienia pieniędzy, zasłużenia na premię od szefa, pochwały od zarządu, ekstra premii, dla awansu, dla zwykłej kasy, potrafili popełnić przestępstwo, wciągnąć firmę w kłopoty, o jakich nikomu się nie śniło. Nawet pisząc ten artykuł, piszę go od wczoraj na raty, przyjmując telefony, emaile i gasząc ludziom pożary w firmach. Owszem, nieźle na tym też zarabiając.

Procedury nie ochronią cię przed stratami

Fakt, rząd przyjął projekt ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych. Celem propozycji resortu sprawiedliwości jest zapewnienie lepszej ochrony przed nieuczciwymi firmami, które na przykład świadomie oszukują klientów, zanieczyszczają środowisko, ukrywają usterki produktów lub dopuszczają się korupcji. Idea jest jak najbardziej słuszna, naprawdę trzeba podziękować UE, że wpada na pomysł uchwalenia tego rodzaju przepisów. Same założenia są również słuszne, gdyż planowana ustawa jest także wdrożeniem odpowiednich regulacji europejskich. Ale tak jak w przypadku każdej ostatnio uchwalanej  ustawy będącej efektem regulacji unijnych, zawiera ona wiele przesadzonych przepisów, które jeśli byłyby stosowane „lekką ręką” albo ze złą wolą, zamiast chronić, tworzą Twojej firmy, dla Ciebie spore, nowe i groźne zagrożenia.

To, że maksymalna kara za tego w/w przestępstwa wzrośnie z pięciu do trzydziestu milionów złotych, to w moim przekonaniu jeszcze nie dramat. Groźniejsze jednak jest to, iż projekt ustawy przewiduje, że aby pociągnąć firmę do odpowiedzialności – firmę albo Ciebie, niepotrzebne będzie – jak dotychczas – skazanie reprezentanta podmiotu, czyli na przykład Twojego prezesa lub Ciebie. Wystarczyć będą uzasadnione podejrzenia, tak te same, które powodują już dzisiaj w wielu firmach decyzje urzędników skarbowych.  Kary będą wymierzane bez względu na przychód. I co zaskoczyć może mniej uświadomionych, karanie rozpocznie już sam prokurator nim jeszcze sąd wyda wyrok.

Projekt zawiera również przepisy chroniące tak zwanych sygnalistów, czyli osoby zgłaszające informacje o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu podmiotu zbiorowego, które doprowadziły albo mogą doprowadzić do popełnienia czynu zabronionego lub ułatwiły taki czyn. Sygnalista to w sumie dobra wiadomość. Dobry sygnalista zawiadamia o przestępstwach i nieprawidłowościach, o których przecież nie wiemy. Ale niektórzy sygnaliści nie będą mieli wcale dobrej woli i jak zawiadomią prokuraturę o czymś, co uznają za przestępstwo. Albo jak zrobią to na czyjeś zamówienie – wciągną Ciebie, kogoś z Twoich menadżerów w przestępstwo i co? I stracisz wszystko.

Wyobraź sobie, że BCC zwrócił uwagę twórcom ustawy, że “proponowane przepisy umożliwiają pociągnięcie do odpowiedzialności spółki za przestępstwa popełnione przez jej organ, członka organu, pracownika czy nawet podwykonawcę w sytuacji, gdy właściciel, udziałowiec, czy też akcjonariusz w żaden sposób nie uczestniczył, ani nawet nie wiedział o przestępczym procederzeWłaściciele, udziałowcy czy też akcjonariusze odpowiadają zatem majątkowo za przestępstwa popełnione bez ich wiedzy i zgody przez osoby trzecie za pośrednictwem ich majątku“. Możesz być przeciwny niektórym praktykom. Możesz wkurzać się, jak czytasz, że ludzie wręczają łapówki za kontrakt. Ale jak to zrobi twój pracownik, nie będzie to miało żadnego znaczenia. Żadnego. Będziesz winny temu, że wygrałeś przetarg a twój dyrektor, handlowiec wręczył łapówkę, „prowizję” albo odwdzięczył się wakacjami na Bahamach, dla decydenta Zamawiającego.

Kiedy BCC i wielu ekspertów zwróciło uwagę, w odpowiedzi na to minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro mówił, że chodzi o to, by prawo było skuteczne w odpowiedzi na nadużycia wielkich firm. Przywołał tak zwaną „infoaferę” z okresu rządów PO-PSL, dodając, że sprawiedliwość wymierzono w Stanach Zjednoczonych. Wydaje mi się, że nie do końca sam minister rozumiał o czym mówił przytaczając ten przykład.

Afera HP i Infoafera

To tam firma Hewlett-Packard musiała zapłacić bardzo znaczne odszkodowanie, poważne pieniądze w ramach ugody przewidzianej przez system odpowiedzialności podmiotów zbiorowych. Ale można powiedzieć, że zyskał na tym amerykański podatnik. Zapłacili między innymi za praktyki korupcyjne na terytorium Polski” – powiedział Zbigniew Ziobro.  

Znam tę historię dosyć dobrze. Obserwowałem ją z wielu powodów od dawna. Chyba od chwili, kiedy na progu mojego gabinetu, pojawiła się grupa smutasów z legitymacjami CBA i nakazem prokuratorskim, zmuszającym moją firmę, aby przekazała dokumentacje wszystkich przetargów, z udziałem m.in. firm IBM i HP. Dlatego jeśli jeszcze masz czas, czytaj dalej. To pozwoli Ci podjąć mądre decyzje. 

To co cytował minister Ziobro, ja opisałem w artykule dla A&S  w dniu 12 kwietnia 2017 roku.  http://aspolska.pl/klotnia-w-rodzinie/

Zachęcam do lektury.

Ten głośny, szeroko opisywany skandal początkowo nie zapowiadał tego, co ujawniono w prasie później czyli afery z podsłuchami i szpiegostwem w tle, ale mnożenie przecieków o kłótniach w zarządzie przyczyniało się później do znacznej obniżki akcji HP. Cytując samego siebie z w/w artykułu, Jack Welch, najsłynniejszy menedżer świata, przez 20 lat kierujący amerykańskim koncernem General Electric (za jego kadencji wartość GE wzrosła z 12 mld do 280 mld dol.), od dawna doradzający niektórym firmom z listy „Fortune 500” wskazał, że  kryzysy w firmach często skłaniają rozsądnych i inteligentnych ludzi do popełniania głupstw, takich jak wpadanie w panikę i szukanie winnych. On sam wskazując przypadek HP jako działanie pod wpływem emocji przy braku spokojnego rozważania błędów będących skutkami pewnych decyzji i dokonywania działań naprawczych. „Gdy kurz bitewny wokół tego skandalu opadł, pokuszono się o wskazanie przyczyny skandalu i wyciągnięto pierwsze wnioski. Jack Welch orzekł, że eksperci zajmujący się zarządzaniem firmą nie mają racji, twierdząc, iż rozdzielenie funkcji dyrektora generalnego (CEO) i prezesa zarządu jest korzystne dla firmy. Choć niektóre grupy monitorujące rynek przyznają firmom oceny bonusowe, warto pamiętać, iż wbrew opiniom uzasadniającym rozdzielanie tych dwóch funkcji przypadek HP udowodnił, że może ono wpływać destrukcyjnie na firmę. „ – napisałem w w/w artykule. I taki rzeczywisty wniosek można było wywieść z cytowanej przez Zbigniewa Ziobro „afery HP”. 

HP miało dwóch silnych liderów, a to wcześniej czy później musiało doprowadzić do zamieszania, a później do sytuacji, kiedy to pracownicy sami wybierali opcję, która im odpowiadała. Konflikt w zarządzie firmy był więc nieunikniony. Nie wchodząc w szczegóły, jedna z tych osobistości – Patricia Dunn zlecała prywatnym detektywom zakładanie nielegalnych podsłuchów telefonicznych, śledzenie dziennikarzy, przeszukiwanie koszy na śmieci, szpiegowanie poczty elektronicznej i umieszczanie informatorów wśród załogi. Działania te doprowadziły do złamania prawa, a wiele przypadków opartych na tamtych wydarzeniach jest przykładem, czego nie wolno robić, gdy klient prosi o wsparcie, wymuszając łamanie prawa. M. Hurd musiał znać poczynania P. Dunn, ale chyba udawał, że sprawa ta jego nie dotyczy, licząc zapewne, że ustali źródło przecieków, a w razie wpadki (lub później) wykorzysta sytuację do pozbycia się P. Dunn. Co istotne Czytelniku, o tym co wyprawiali menadżerowie HP nie mieli zielonego pojęcia akcjonariusze tej spółki. 

W wyniku afery, która od nazwiska zlecającej zadania prywatnym detektywom została nazwana „aferą Dunn”, Dunn została zdymisjonowana, a prokurator generalny stanu Kalifornia oskarżył ją, byłego prawnika HP oraz trzech wynajętych detektywów o defraudację, kradzież tożsamości i spisek. W ramach postępowania prokuratorskiego ujawniono informacje dotyczące członków zarządu spółki, nawet niezaangażowanych w sprawę. Jak widzisz czytelniku, nawet najlepszy prawnik też może spowodować, że w trosce o dobro firmy, sam złamie prawo. Wróć proszę do linka wyżej i przeczytaj całość, by zrozumieć, co może nas spotkać, kiedy ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych wejdzie w życie.

Przywołana jako druga przez ministra sprawiedliwości „Infoafera” szeroko omówiona w prasie, w sumie wyciągnęła na światło dzienne to, co moi koledzy z branży informatycznej doskonale wiedzą od przeszło 20 lat. By wygrać przetarg na większe wdrożenie, zakup sprzętu informatycznego, bardziej złożony system informatyczny, do rzadkości należy to, że przedstawiciel Zamawiającego w którymś miejscu nie wyciągnie ręki po „wziątkę”. Każdy pracujących przy przetargach wie dobrze, jak trudno jest czasami wygrać przetarg i się nie pobrudzić. Korupcja przy dużych zamówieniach jest czymś częstym. Choć wyroki w sprawie tzw. Infoafery, którą ujawnił „Dziennik Gazeta Prawna” dawno zapadły, winni sprawy są znani, parę koncernów musiało w ogóle zmienić nie tylko nazwę, ale i musieli pozbyć się wielu ze swoich współpracowników –  to przyznanie się zarządu firmy HP do korumpowania polskich urzędników państwowych rzuciło nowe światło na całą aferę szeroko opisaną w mediach. Hewlett Packard przyznał, że polski oddział firmy pozostawał bez właściwej kontroli. Koncern tworzył specjalne konta, na których gromadził gotówkę przeznaczaną na łapówki. Dzięki nim wielu pracowników i menadżerów HP za normalne uważało „smarowanie” za normalne, jeśli dzięki temu zdobywano lukratywne kontrakty na sprzęt komputerowy i usługi teleinformatyczne m.in. w Centrum Projektów i Usług Informatycznych byłego MSWiA i Komendzie Głównej Policji. Firma uczestniczyła w wielu przetargach państwowych, które badały wspólnie śledczy z Centralnego Biura Antykorupcyjnego i amerykańskiego Federalnego Biura Śledczego. Ówczesny Minister Spraw Wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz cieszył się z faktu wykrycia i skazania sprawców tak w kraju jak i za granicą przyznając, że Polska wreszcie znalazła się w gronie tych Państw Zachodu, które wspólnie walczą z plagą korupcji. Co warto tu podkreślić wykrycie sprawców „Infoafery” było możliwe już na podstawie obowiązujących w kraju i za granicą przepisów. To jest możliwe wciąż nadal. Dlatego z wielką ostrożnością należy podchodzić do ekscytacji co niektórych, którzy uważają, że proponowana ustawa to wreszcie bat na oszustów. 

Jeśli Czytelniku dobrnąłeś do tego miejsca, zapewne przyznasz mi rację, że o sięgnięcie po jakąś formę przekupstwa w firmie, nie jest trudno. Także o konflikty w firmie nie jest wcale tak trudno. Sam pracując w wielu firmach byłem świadkiem konfliktów w zarządach, radach nadzorczych, które przekładały się na wojny korporacyjne, w których rozsierdzone osoby sięgały nierzadko po niezbyt chwalebne albo zgodne z prawem środki. Jak jest konflikt miedzy ludźmi, o wojny nietrudno. Jestem niemal pewien, że niektórzy z Czytelników sami widzieli przemiany swoich menadżerów, którzy rozsierdzeni, sfrustrowani, czasami zdesperowani przechodzili taką samą przemianę jak tą jaką przechodził Doktor Jekyll i mister Hyde. Nietrudno też o konflikty na niższych poziomach hierarchii. Szkoli się podwładnych w zarządzaniu konfliktami i wykorzystywaniu ich do podnoszenia efektywności w firmie. Ale wiemy też dobrze, że konflikty mogą się wyrwać spod kontroli. Mogą być jak pożar, który tli się, przez nikogo nie zauważony, aż dochodzi do wybuchu, pochłaniającego wszystko. 

Również nie jest trudne, aby zatrudniona w firmie osoba, niezależnie od zajmowanego stanowiska, w celu realizacji celów strategicznych czy wyznaczanych ludziom zadań zdecydowała się, nie konsultując się z nikim, bagatelizując przyjęte zasady i procedury, do pójścia drogą na skróty nie zajmując zbytnio głowy roztrząsaniem potencjalnych (wszystkich) konsekwencji. Większość pracowników i menagerów nie zna prawa.  O procedurach zapomina również często za to intensywnie myśli, jak zarobić więcej pieniędzy i jak zrealizować często w ich przekonaniu wygórowane oczekiwania swoich przełożonych chociażby w zakresie planów sprzedażowych.

Dzisiaj prowadząc własny biznes trafiają do mnie Klienci, którzy mają spore problemy w firmie właśnie z tego powodu, że nie interesowało ich albo nie byli świadomi tego, że w firmie dzieje się źle. Gdy przychodzą do mnie są najczęściej wściekli albo załamani. Są gotowi zabijać, wyrzucać z pracy, iść do sądu, a nawet łamać prawo. A ja tylko przypominam im, że nie tędy droga. Kiedy wysłuchuję ich dramatycznych historii, w których często rozwiązanie bezprawne, jest najprostszym i najmniej kosztownym działaniem muszę cytować następujące zdanie:

Często to, co chce się osiągnąć łamiąc prawo, można uzyskać prawa nie łamiąc.

Ja to wiem, może i Ty to wiesz, ale wielu ludzi widząc problem, może się nie zawahać i złamie prawo – czy tylko kierując się rządzą szybkich pieniędzy, czy licząc na wdzięczność Szefa. 

Dobrze. Ale czytasz ten artykuł nie po to, by słuchać mnie wymądrzającego się. Jeśli to czytasz, to znaczy, iż wiesz, że nowa ustawa to problem, z jakim musisz sobie poradzić, jeśli chcesz chronić firmę albo chcesz pokazać właścicielom, ze jesteś odpowiednim człowiekiem na swoim stanowisku. To co masz robić? Kogo masz wybrać, by Ci doradził i pomógł?

Na początku rada pierwsza – uważaj. Uważaj na tych, co twierdzą, że samo compliance i procedury są najważniejsze i wystarczy wynajęcie znamienitej firmy doradczej czy kancelarii prawniczej, byś problem skłonności przestępczych swoich podwładnych miał z głowy.  Compliance jest ważne, ale nie wystarczy.

Reklamowane przez kancelarie prawnicze i firmy doradcze usługi zmierzające do przygotowania firm do funkcjonowania w biznesie w trakcie działania ustawy o odpowiedzialności zbiorowej w sposób bezpośredni pokazują, że są to działania formalne mające na celu wdrożenie w firmach zasad compliance. Sprawnie i przejrzyście funkcjonujące przedsiębiorstwo, które dalekie jest od ryzyka prawnego i finansowego – to marzenie każdej kadry menedżerskiej oraz kierowniczej. Osiągnięcie tego celu, a także minimalizacja utraty stabilności w powyższych aspektach zależy do wielu czynników. Wielu reklamujących swoje usługi twierdzi, że jednym i równocześnie najważniejszym z nich jest program compliance. „Zasady compliance pozwolą stworzyć, i co ważne – utrzymać przedsiębiorstwo w porządku i dobrej organizacji” – można przeczytać w metariałach propagandowych. Ale ja Ciebie bardzo proszę – nie musisz mi zaufać od razu, ale zaufaj sobie. Podam Ci przykład.

Otóż od dawna przypominam podczas moich spotkań, że obowiązująca ustawa o ruchu drogowymwyznacza pewne zwyczaje, a zawiera świetne pomysły i logiczne przepisy oraz odpowiednie sankcje za złamanie konkretnych zasad poruszania się po naszych drogach. I ta ustawa powinna też skutecznie chronić użytkowników dróg przed wypadkiem i śmiercią. A co mamy? No jedno – ta ustawa niestety nie chroni wszystkich. Same przepisy, zasady i procedury, do których zobowiązują się kierowcy i piesi, których musimy się uczyć, potwierdzić egzaminem państwowym by usiąść za kółkiem,  na pewno są niezbędne, by wszyscy wiedzieli, co wolno a czego nie wolno robić. Jest to ważne. Dobra, bardzo ważne. Ale z czasem każdy z nas, nie o wszystkim pamięta jadąc samochodem. Nie zawsze myśli się o przepisach wyprzedzając z nadmierną prędkością. Wprost przeciwnie, wszyscy użytkownicy dróg uważają, że są świetnymi kierowcami. Ale gdy pochylimy się z pewną pokorą to wiemy dobrze, że najważniejsze nie są wcale przepisy, ale ich przestrzeganie. A sami dobrze wiemy, że to co powoduje, iż ludzie giną, tracą zdrowie, tracą często cenne samochody, trafiają przed sądy i idą do więzienia,  jest łamanie tych przepisów, brawura, bezmyślność i brak świadomości konsekwencji popełnianych na drodze błędów. 

Co powoduje, że ludzie przestrzegają przepisów, zasad, prawa i procedur? Nieuchronność kary?

Ustawodawca zapewne jest pewny, że jeśli wszystko opisze się w przepisach i do tego dołoży się poważne sankcje, to wszystko to, uchroni nas przed kłopotami. Jeśli jeszcze na końcu zapisze w ustawach obowiązki dla organów ścigania i odpowiednich służb – wierzy, iż spadnie przestępczość a osoby nieuczciwe 100 razy się zastanowią nim cokolwiek złego zrobią. Nie brakuje tego stylu myślenia także w ustawie o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych.

W wielkim skrócie, planowana ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych, co jest istotne – daje prokuratorowi narzędzia karania firmy, właściciela, zarządu za przestępstwa popełnione przez pracowników, przedstawicieli i podmioty powiązane, gdy popełnione przestępstwo dało korzyść firmie nawet jeśli nie mieli oni świadomości tego faktu, że taka osoba lub ich grupa popełnia przestępstwo. 

Jeśli jesteś prezesem, członkiem zarządu, właścicielem firmy i któryś z twoich ludzi, da np. w „łapę” klientowi, osobie odpowiedzialnej za decyzję i wygrasz przetarg, twoja firma wygra konkurs, dostanie kontrakt – jeśli to wyjdzie (np. jeśli z prokuratorem, oficerem CBA, podzieli się tą wiedzą jako whistleblower żona Twojego dyrektora, keyaccounta, bo chce się z nim np. rozwieść, bo ma młodszego kochanka i chce szybko się rozwieść) – to Ty możesz nie tyle też pójść siedzieć, ale możesz stracić firmę, klientów, reputację, możliwość uczestniczenia w przetargach, może zostać na Ciebie nałożonych szereg sankcji i na końcu to jeszcze dołożą Ci karę idącą w dziesiątki milionów. Nawet świetnie działająca firma może się totalnie wykoleić. Pomimo compliance i przyjętym procedurom. 

Oczywiście na pewno już powinieneś zatrudniać renomowane kancelarie prawnicze. Ja bym Ci tak radził. Przezorny zawsze ubezpieczony – jeśli firmy ubezpieczeniowe zaoferują Ci ubezpieczenie od tego, że ktoś z Twojej firmy wpędzi Cię w takie kłopoty – ja bym doradzal Ci ubezpieczyć się, bo chwila nieuwagi, jeden złośliwy człowiek albo jeden nieodpowiedzialny pracownik (albo kilku) mogą spowodować, że stracisz nie tylko główne źródło dochodów, ale straci je Twoja rodzina i bliscy.

Na pewno już możesz szukać kogoś, kto Ci przeszkoli kadrę zarządczą i pracowników z zagadnień objętych ustawą o odpowiedzialności zbiorowej. Uświadomienie twoich menadżerów, na jakie nieznane morze wpływają, na pewno ograniczy Ci ryzyko głupich pomysłów. Ja już dzięki tej ustawie mam od miesięcy telefony z prośbą, by przeszkolić np. sprzedawców. Proszą mnie bym opowiedział im nie tylko o zagrożeniach, ale i o konsekwencjach tego, że skusi ich Klient albo sami będą kusić klienta „prowizją za kontrakt”. Mam za sobą szkolenia w firmach informatycznych, leasingowych i faktoringowych. Tak więc szkolenie tych, co mają kontakt z klientem, którzy są tzw. opiekunem klienta, zarządzają nimi, są ich przełożonymi – to dobry pomysł. 

Ty już to powinieneś Prezesie robić. Jak odróżnić teraz kogoś, kto faktycznie Ci pomoże a nie tylko wpadnie z prezentacją i zacznie Ci bajeczki opowiadać? Poproś o jego CV. Tak – popatrz, czy kiedykolwiek zajmował się wykrywaniem nadużyć i czy miał efekty i jak długo już szkoli. Porozmawiaj z nim wcześniej, zorientuj się, czy to nie kolejny teoretyk, który swoją wiedzę czerpie z netu albo czytając mojego bloga.

Kiedy masz już dobrą kancelarię albo prawników z dobrym dorobkiem, kiedy już Ci przeszkolą pracowników, to musisz wiedzieć, co się w Twojej firmie dzieje. Czy ktoś, pomimo szkoleń oraz ostrzegawczego przemówienia, w którym powiedziałeś pracownikom, że nie tolerujesz nieetycznych działań narażających firmę na kłopoty, nie robi Ci problemu, musisz po prostu niestety mieć kogoś kto nieustannie jak policjant poucza, ostrzega i takiego, który najbardziej krnąbrnych ma na oku a jak trzeba, łapie i przekazuje tym, co go osądzą. O co chodzi?

Compliance to nie wszystko

Na pewno powinieneś już stworzyć w swoim biurze prawnym albo zlecić kancelarii prawniczej przeprowadzenie audytu procedur i stworzenie stanowiska compliance oficera, który opracuje, wdroży Ci system compliance, zapewnianiający zgodność działania z prawem, jak również z innymi dobrowolnie przyjętymi normami postępowania, w celu zapobiegania stratom finansowym, odpowiedzialności z tytułu niezgodnych z prawem działań pracowników i menadżerów lub utracie reputacji. 

Ale musisz i to jest najważniejsze – wiedzieć, czy faktycznie ktoś z Twoich podwładnych nie łamie prawa. Musisz też wiedzieć, czy chęć rozwiązania problemów nie będzie gaszeniem pożaru beznzyną. Na pewno zgłoszą się do Ciebie i tacy, którzy sami będą namawiać Cię do działań nie do końca legalnych. Ale od początku.

Widzisz, jeśli jesteś właścicielem firmy, pewnie masz sporo pracowników, kontrahentów, podwykonawców. Może masz i franczyzobiorców, może masz spółki powiązane. Wszyscy i wszędzie tam, może być ktoś, kto uzna, że łamanie prawa przyniesie Tobie, Twojej firmie i jemu bajońskie korzyści. Powiem więcej, jeśli się w tym nie zorientujesz, wcześniej czy później taki człowiek tym się pochwali a informacja w takiej czy innej formie nie trafi na kogoś, kto zechce z tego zrobić dobry użytek. Dlatego zatrudniasz prezesów spółek, członków zarządów, by kierowali twoimi firmami i w twoim imieniu mieli na wszystko oko. Ale jak do tej pory interesowało Cię tylko ile pieniędzy trafia na Twoje konto, oraz czy wartość firmy (firm) rośnie a Ty stajesz się coraz bogatszy, to jak uchwalą tę cholerną ustawę, zorientujesz się, że będziesz musiał wiedzieć, czy to co robią Ci, którym ufasz, jest zgodne z prawem. Owszem, określono im zasady. Możliwe, że zasiadasz w radach nadzorczych tych spółek. Jesteś święcie przekonany, że twoi podwładni są wobec Ciebie szczerzy, bo przecież ich znasz, sam ich dobrałeś. Płacisz im kupę kasy za to, że mają wszystkiego pilnować, ale i stawiasz im wymagania. A oni wdzięczni Ci za kasę, fuchę i władzę, robią wszystko co możliwe, byś miał zwrot z inwestycji w tych ludzi, w firmę i jej reputację. 

Jeśli rzeczywiście patrzysz im na ręce, po cichu zatrudniłeś w firmie kogoś, kto ich obserwuje, kto nasłuchuje co się w firmie naprawdę dzieje, bo jesteś bogaty nie dlatego, że ufasz tylko sobie – to teraz będziesz musiał tam zainwestować w kilka jeszcze osób, które sprawdzą, czy ludzie zachowują naprawdę procedury i zasady określone przez compliance. Czy np. by zaspokoić Twoje oczekiwania, ktoś nie jedzie po bandzie i nie naraża Cię na utratę firmy. Musisz też uważać na konkurencję. Bo konkurencja, a szczególnie właściciele biznesów, które zabierają Ci część rynku mogą pomyśleć, że polityka daje im okazję by Ciebie wyrolować. By np. przejąć twoją część rynku lub najlepszych Twoich klientów.  Sami wynajmą kogoś, kto będzie jeździł za Tobą, twoimi ludźmi i sprawdzał, czy nie dajesz w „łapę” by wygrać przetargi i zarobić. Będą Ciebie, twoich pracowników monitorować – oferując sporą kasę za to, że ktoś dostarczy dowody przestępczych działań, dających twojej firmie przewagę albo życzliwość kluczowego Klienta. Może nawet wynajmą specjalistów, którzy sprowokują kogoś z Twojej firmy, by złamał prawo. Idąc teraz do knajpy ze swoim najlepszym Klientem, zabierając go na swój jacht, do swojej willi w Prowansji, by tylko się odwdzięczyć za lata współpracy, musisz sprawdzać czy nie będziesz nagrywany przez wynajętych detektywów, a twoje rozmowy przy stoliku nie będą dokumentowane w foto-video-hi-fi by potem trafiły do prokuratora z odpowiednim komentarzem, jak to Ty, lub twoi ludzie „załatwiają” kontrakty. Pamiętaj, w takich przypadkach bardzo trudno będzie Ci udowodnić swoją niewinność.

Tak jak wprowadzenie ustawy o ruchu drogowym wymusiło powołanie instytucji, które monitorowały przestrzeganie zasad, przepisów, przeciwdziałając i wykrywając przestępstwa (policji), tak wejście w życie ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych wymusza na Tobie powołanie compliance oficera i co jeszcze ważniejsze – komórki, która da Ci wiedzę, czy ludzie zachowują i przestrzegają zasady a gdy je łamią, potrafią zebrać dowody i natychmiast szybciej niż to zrobią organy ścigania, zidentyfikują przestępcę w szeregach twojej firmy i przekażą ich organom ścigania

Tak, ludzie przestrzegają przepisów o ruchu drogowym wtedy, kiedy na drodze często widzą policjantów, a jadąc widzisz całą masę kamer i radarów, a każde złamanie przepisów związane jest z nieuchronną, często wysoką karą czy mandatem.  Dlatego nasi rodacy, jak przejadą granicę z Niemcami od razu jeżdżą wolniej, bardziej przestrzegają przepisów, a wyprzedzające się ciężarówki na bundesautobahn są rzadkością, gdyż znikąd pojawiają się samochody policyjne. To samo dotyczy Twojej firmy – prokurator nie będzie Cię słuchał, kiedy będziesz zeznawał, że nic nie wiedziałeś, że Twój podwładny łamał prawo realizując plany sprzedażowe, lub zatwierdzoną przez akcjonariuszy strategię. Wyjdziesz z takiej sytuacji obronną ręką, jeśli będziesz wiedział, że naprawdę nikt u Ciebie nie łamie prawa, a jak złamie, to Ty się o tym dowiesz. 

Skąd takie pomysły, bym ja musiał pilnować tego, co robią moi pracownicy i menadżerowie?

To pytanie zadaje sobie wielu moich rozmówców. Niestety jak pokazuje rzeczywistość, istnieją podmioty, które swoim działaniem łamią obwiązujące zasady gry biznesowej. W prasie jest cała masa informacji o aferach, w których z łamania prawa, oszustw, czy wyłudzeń korzystają właściciele i zarządy oszukańczych czy niegospodarnych spółek, a po latach prowadzonych śledztw, kary wymierzone przez sądy, są niewspółmiernie niskie lub żadne w porównaniu ze stratami jakie ponioslych ich ofiary. Często sami oszuści często rozpoczynają kolejne, nieuczciwe przedsięwzięcia. Niewielu z moich Czytelników zapewne wie, że twórca afery Amber Gold, wcześniej zrobił inny przekręt związany z tzw. Multikasą. Multikasa od 2002 roku oferowała za drobną odpłatnością możliwość uiszczenia płatności za rachunki telefoniczne, za prąd czy wodę. Prowizja była niższa niż na poczcie czy w bankach, a na dodatek firma oferowała zniżki dla emerytów i rencistów.

W czym więc tkwił problem? W dwa lata po starcie Multikasy okazało się, że nie zawsze przekazywała pozyskane pieniądze do zakładów energetycznych czy telekomów. Poszkodowanych było co najmniej kilkaset osób. Prezes Mariusz P. stanął przed sądem za sprzeniewierzenie pieniędzy i został skazany na rok i 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Jak sam twierdzi do dzisiaj, wyrządzoną krzywdę naprawił, a pokrzywdzonym w aferze Multikasy pieniądze zwrócił. Tę część swojego życia określa sformułowaniem “błędy młodości”. Jak odkryli jednak dziennikarze, większość klientów zadośćuczynienia nie otrzymała. Gdyby wtedy obowiązywała proponowana ustawa, szansa na to, by doszło do Afery Amber Gold, zdecydowanie by się zmniejszyła. Niestety w moim i nie tylko moim przekonaniu, sama ustawa nie poprawi zdecydowanie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego, nie zniechęci ludzi do korupcji czy oszustw. Natomiast ustawa stwarza ogromne zagrożenia dla uczciwie działających firm oraz generuje zmiany, wymuszające kolejne koszty biznesowe. 

Koszt zatrudnienia prawników, koszt budowy komórki compliance, koszt organizacji komórki monitorowania lub wynajęcia firm czy specjalistów zewnętrznych, to kolejne wydatki dla tych, którzy nie chcą być zaskoczeni nagłym kryzysem czy problemem. Małe firmy zatrudniające do 50 osób poradzą sobie współpracując z dobrą, przygotowaną do obsługi tego rodzaju problemów kancelarią prawniczą. Ja sam współpracuję z kilkoma kancelariami i pomagam wraz z moimi kooperantami ich Klientom. Średnie i większe firmy nie ominie podpisanie umów z wyspecjalizowanymi kancelariami prawnymi, które radzą sobie z przestępczością korporacyjną i gospodarczą. Dobrzy doradcy na pewno zwrócą uwagę na potrzebę zbudowania komórek compliance oraz jednostki przeciwdziałania fraudom. Tworzenie wewnętrznych regulacji oraz monitorowanie, przeciwdziałanie i sprawdzanie każdego niepokojącego o podejrzeniach działań przestępczych to minimum, które pozwala obronić Twój biznes. I tak jak dzisiaj już wiele firm wie, że mają komfort działania dzięki dobrze przeprowadzonym wdrożeniom RODO, tak wierzę, że Ty, Twoja firma zabezpieczysz się przed konsekwencjami uchwalenia ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych. Możesz czekać, ale ekspertów, którzy tu mogą ci pomóc, jest zdecydowanie mniej niż ekspertów od RODO. Tu pierwszy lepszy były policjant, detektyw czy żołnierz Ci nie pomoże a jeszcze może zaszkodzić. O tym warto pamiętać. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *